Znalazlam juz na tym forum (i na wielu innych też) przypadek kiedy ktos pisał na ten temat, jednak kazda sytuacja jest inna, nie wsyzstkie do siebie pasują i interesuje mnie Wasz zdanie konkretnie odnosnie mojej wypowiedzi... Otóż, jestem kolejna osoba ktora ubolewa po stracie ukochanej osoby. Byłam z Nim 2,5 roku, 3 dni temu mnie rzucił... po połowie roku bycia razem wyjechal do do pracy
. Nie bylo wiadomo cyz w ogole
wroci, jednak zdecydował się.
wrocił dla mnie, stwierdzilismy ze jesli wytrzymamy ten rok bedzie on dla nas pewnego rodzaju proba. Udalo sie nam. Co prawda byly nieporozumienia i klutnie, jednak udalo sie nam i bylismy strasznie szczesliwi ze mozeymy oboje pochwalic sie tym dokonaniem. Kiedy
wrocil po roku spedzilismy wspaniale wakacje, wszystko bylo cudownie, jednak w pewnym momencie cos zaczelo sie psuc. Rozwazalismy rozstanie jednak po pewnym czasie dochodzilismy do wniosku ze nasz milosc jest zbyt silna ...